niedziela, 7 sierpnia 2011

Nudą wieje.

Ale nic na to nie poradzę. Przyjechała Gośka <3 dobrze, przynajmniej nie będę sama.
W necie znalazłam pewien obrazek, a tam było stwierdzone, że bycie singlem jest złe. Jednym słowem: miłość ssie, samotność też. No kurde. Ja mam na to wszystko głęboko wyjebane. Nie mam zamiaru szukać miłość, ani niczego w ten deseń, po prostu nie lubię się pchać tam gdzie mnie nie chcą, mimo iż niektórzy uważają, że powinnam walczyć o swoje. Ale mi się nie chce. W sumie czekam `na gotowe`. Na jakiś grom z jasnego nieba, ale i tak gówno z tego będzie. 

bez miłości, Momo.

PS. Love sucks.

wtorek, 2 sierpnia 2011

jest źle.

Pisałabym tu częściej, ale nie wiem o czym. Nie mam zamiaru zaśmiecać tego `kolorowego` światu jakimiś głupotami, ale z drugiej strony to mój blog, mogę robić co mi się żyw nie podoba. Wiem jedno, jest mi cholernie trudno i źle. Mam ochotę płakać, ale wiem, ze mi to nic nie pomoże. Łzy nie ukoją tego co mnie tak naprawdę boli. A boli mnie to, że nie dam rady wziąć się za siebie. Nie dam rady pozbierać się do kupy i powiedzieć sobie: "dość! od dziś dieta i ćwiczenia!" nie potrafię. Ale nie chce zawieść ludzi, którzy tak we mnie wierzą. To takie chore. Ja nie wierze w to, ze mi się uda, ale oni w to wierzę i wiedzą, że dam radę. A ja wiem, że nie mogę ich zawieść, nie mogę się poddać w tak kulminacyjnym momencie. Za dużo schudłam, za dużo się zmieniłam, by być taka jak dawniej. Zmądrzałam. Nabrałam dystansu. Wyładniałam (jak nie patrz -23kg robi swoje). Wiem, ze mogę więcej, ale nie mogę się zebrać do kupy. Jutro pól głodówka. Od czwartku normalne dietetyczne jedzenie, a jak nie to zostanę pro-mia. Wtedy będę narzekać i na swoje ciało i na to co robię by nie przytyć. 


Jak ja szczerze nienawidzę siebie za to do jakiego stanu się doprowadziłam, bo żebym była mądrzejsza byłoby mi łatwiej. A tak cierp ciało coś chciało. 


Zapłakana i samotna Momo.